poniedziałek, 13 października 2014

Zawieszenie


Tak jak w tytule po prostu zawieszam tego bloga z powodu braku zainteresowania czytelników. Pozdrawiam i zapraszam na moje pozostałe blogi, które w miarę cieszą się zainteresowaniem. :)


piątek, 13 czerwca 2014

Informacja

Hej ludziska!

Chciałam Was poinformować, że założyłam nowego bloga, gdzie głównymi bohaterami opowiadania są Sasuke i Sakura, zaś drugoplanowymi Naruto i Hinata.

Samo opowiadanie z początku będzie miało miejsce w świecie shinobi, gdzie nasi główni bohaterzy żyli od urodzenia, aż do wieku wahającego się między 16-17 rokiem życia. Podczas pewnej misji nasi ulubieńcy zostają wciągnięci przez nieznane jutsu wymiaru czasu, które wyrzuca ich w różnych kątach naszego realnego świata. Z pewnością nie zabraknie romansu, dramatu, brutalności i łez, a także trudnych dla par chwil, które być może doprowadzą ich do upadku. Jak myślicie, jak Sakura, Sasuke, Naruto, Hinata i parę innych pobocznych bohaterów poradzą sobie bez możliwości używania chakry i swoich wypasionych jutsu? Czy zdołają powrócić do swojego ojczystego świata shinobi? Czy też w ogóle będą chcieli tam wrócić? 

Aby odpowiedzieć na te pytania zapraszam do czytania bloga:
zagubieni-shinobi-wymiar-czasu.blogspot.com 

poniedziałek, 1 lipca 2013

Sen IV

Rozmowa w domu,
Wstrząsająca opowieść mojej żony



Mijając rozległe ogrody i ich domostwa w końcu dotarliśmy do mojego domu. Czas w drodze powrotnej dłużył się niezmiernie, szczerze? Myślałem, że chyba nigdy nie dotrzemy do tego domu. Im bardziej na coś czekam, tym bardziej czas się dłuży. Ta życiowa prawda mnie naprawdę dobija, ale nic nie mogę na to poradzić... 
Powoli otwierałem kluczem wcześniej zamknięte wejściowe drzwi mojego domu wpuszczając do niego kolejno poszczególne osoby, po czym sam wszedłem za nimi zamykając je za sobą. Przyglądałem się uważnie długowłosej, która stała bezruchu wpatrzona w kolejne drzwi przed sobą nie wiedząc jak ma się zachować. Z pewnością zastanawiała się czy powinna wejść dalej po tak długim czasie nieobecności w tym domu. Gestem ręki zaprosiłem ją do kuchni, gdzie po chwili weszła posłusznie siadając przy stoliku. Ja w tym czasie wstawiłem wodę w czajniku już po chwili nasypując do kubków sypanej kawy, kiedy sobie uświadomiłem, że moja żona nie powinna jej pić choć ją bardzo lubi, ponieważ o ile pamiętam miała poważne problemy z swoimi nerkami. Tak więc z jej kubka wysypałem kawę opłukując go i wrzuciłem do niego torebkę jej ulubionej herbaty - czarnej z earl grey'a. Czekając na zagotowaną wodę żadne z nas nie miało odwagi na siebie spojrzeć, ale w końcu nadszedł ten czas, kiedy woda się zagotowała, a ja już z gotowymi napojami usiadłem naprzeciwko niej patrząc na jej opuszczoną twarz. Kiedy sięgnęła po kubek z gorąca herbatą zauważyłem jak bardzo się denerwowała. Jej dłonie całe się trzęsły, a głos kiedy próbowała coś powiedzieć drgał. Z jednej strony rozumiałem jej zdenerwowanie, ale z drugiej irytowało mnie to, ponieważ chciałem jak najszybciej poznać prawdę.
 - Mogłabyś łaskawie zacząć? - zapytałem z irytacją w głosie, lecz ona milczała, kiedy miałem już "wybuchnąć" niespodziewanie niczym grom z nieba błękitnooka podniosła głowę w górę patrząc załzawionymi oczami na mnie. Nie wiem dlaczego, ale naprawdę poczułem się strasznie, kiedy zobaczyłem jej łzy. Coś mi mówiło, że powinienem przeprosić za moje zachowanie, kiedy nagle usłyszałem jej głos:
 - Wybacz, że musiałeś tak długo czekać. Pozwól, że opowiem ci historię tych mienionych pięciu lat. Jednakże proszę też byś powstrzymał się z pytniami i innymi zastrzeżeniami do końca mojej historii. - słysząc jej już w miarę opanowany głos przytaknąłem słuchając dalej uważnie tego co ma mi do powiedzenia. - Początek tej historii ma miejsce dosłownie pięć lat temu dwudziestego piątego maja. Tego dnia obiecałam naszym dwuletnim dzieciom, że pójdziemy nad staw się przejść. Jednakże wcześniejszej nocy podczas snu przewidziałam swoją śmierć... Nie pamiętałam jego szczegółów, więc bez zastrzeżeń poszłam z nimi w obiecane miejsce. Jak sam dobrze wiesz zazwyczaj w snach przewidywałam wypadki i śmierć różnych osób. Czasem pochodziły one z naszej rodziny, a czasem były nam zupełnie obce... Jednak nigdy nie widziałam swojej śmierci, więc uznałam to za bujdę. W końcu nie każdy sen sprawdzał się w 100%. Siedząc na kocu przy stawie zaczęłam strasznie źle się czuć, moje serce waliło jak oszalałe, nim się obejrzałam kaszlałam krwią. Z początku myślałam, że osunęły mi się płytki krwi w naczyniach krwionośnych jak w czasie, kiedy byłam jeszcze w gimnazjum, ale niestety było coraz gorzej. Nie chcąc martwić dzieci poprosiłam je by wróciły same do domu. Wiedziałam, że nie powinnam ich o to prosić w końcu one miały tylko dwa lata. Jeszcze nie znały dobrze wszystkich słów, a ich wymowa pozostawiała wiele do życzenia. Kiedy przypomniałam sobie swój sen przytuliłam je do siebie mówiąc, że je kocham. Dzieci rozpłakały się jakby wiedziały, że to nasze ostatnie spotkanie, ale mimo to spełniły moja prośbę i odeszli. Resztką sił podniosłam się spoglądając na oddalające się moje dzieci, kiedy poślizgam się upadając do stawu... Nie miałam siły by wypłynąć i nim się obejrzałam utraciłam przytomność... Obudziłam się w miejscu którego nie sposób opisać zwykłemu śmiertelnikowi. Dezorientowana kroczyłam nieznanymi mi ścieżkami, ale nic nie znalazłam... Wtedy wydawało mi się, że o czymś ważnym zapomniałam. Przez dłuższy czas się tym kłopotałam, kiedy pewna osoba zapytała mi się o co chodzi? Kiedy zobaczyłam osobę stojąca przede mną zdałam sobie sprawę gdzie jestem. Znajdowałam się w miejscu w którym człowiek ponoć nigdy nie cierpi. To miejsce, ten inny świat jest przez ludzi nazywany Królestwem Bożym - Niebem. Wiem jak to może brzmieć, ale to prawda... Dziadek jak zawsze wysłuchał moich zmartwień, ale nie mógł nic innego zrobić jak mi doradzić. Powiedział mi, że na osoby, które żyją jeszcze na Ziemi trzeba cierpliwie poczekać, aż Bóg je wezwie do siebie, do swojego królestwa. Do tego czasu my żyjący wiecznie tutaj możemy na nich spoglądać, ale nie możemy wtrącać się w ich życie. Nie chciałam czegoś takiego, dlatego wszystkimi siłami jakie miałam wykrzyczałam by dał mi wychować moje dzieci. Nie sądziłam, że Bóg się zjawi, ale nagle ku mojemu zdziwieniu usłyszałam jego głos... O dziwo zgodził się na moją prośbę pod pewnymi warunkami. Jednym z nich jest to, iż w dniu 16 urodzin naszych dzieci powrócę do Jego królestwa bez względu na to jak bardzo będę chciała tu zostać. Drugi warunek mówi o tym, że nie mogę opuścić wioski pod żadnym pozorem w przeciwnym razie natychmiastowo powrócę na Jego ziemie. Ostatni trzeci warunek mówi o tym, że otrzymam namiastkę mocy Boga, dzięki której ludzie będą mogli mnie widzieć. W razie jej nadużycia stracę ją, a wtedy stanę się tylko duchem niewidzialnym i niesłyszalnym uwięzionym na tych ziemiach do ukończenia przez nasze dzieci szesnastego roku życia... Kiedy umowa została zawarta obudziłam się pod wodą w stawie, w którym zginęłam. Niestety od tego czasu upłynęło pięć lat... Resztę historii już znasz, więc nie sądzę, by było konieczne jej kontynuowanie. - Po wysłuchaniu całej historii nie wiedziałem co myśleć przecież jeszcze tamtego dnia cały staw był przeszukany ze trzy razy, ale nic nie znaleziono. Nie wiem, czy powinienem jej zaufać, czy też natychmiastowo ją wyrzucić z domu... jestem w kropce.
 - Mogłabyś jakoś udowodnić, że to co mówisz jest prawdą? - zapytałem szukając poparcia w jej słowach. Mimo wszystko chciałem, by ta tragiczna historia okazała się prawdą. Chciałem znów jej zaufać i znów mieć świadomość, że to moja żona, którą od zawsze kochałem... Ona tylko gestem ręki wskazała na mój kubek już z ledwo ciepławą kawą. Nie wiedząc o co jej chodzi wpatrywałem się w wskazane miejsce, gdzie nagle ciecz zaczęła wrzeć i bulgotać od narastającej temperatury. Nie dowierzając spojrzałem na skoncentrowaną długowłosą, a później ponownie na kubek w którym zamiast gotującej się kawy zastałem bryłę lodu.
 - Czy wystarczy Ci taki dowód? - zapytała patrząc z uwagą na mnie, kiedy mnie zamurowało. Przez chwilę wahałem się z odpowiedzią, ale wiedziałem, że mówiła prawdę. Kiedy chciałem jej odpowiedzieć zauważyłem jak jej oczy gasną, więc czym prędzej chwyciłem ją w ostatnim momencie w ramiona. Wystraszyłem się widząc ją nieprzytomną sprawdzając od razu puls. Żyła. Chwała Bogu nie mogę pozwolić sobie na ponowną jej utratę, bo chyba bym sam tego nie przeżył. Powoli uniosłem ją na rękach niosąc do naszego pokoju, gdzie ułożyłem ją na łóżku przykrywając kołdrą. Sam usiadłem na krawędzi łóżka ujmując delikatnie jej dłoń. Mam nadzieje, że szybko się obudzi. Jej ciało wydawało się być takie zimne... 
 - Tato... - usłyszałem głos Adama, który wszedł do pokoju ze zmartwioną miną. - wszystko z tą panią w porządku? - mimo, że jest taki młody martwi się tak bardzo o innych. Zastanawiam się ile musiał wycierpieć z Arią przez te pięć lat, kiedy odpychałem ich od siebie po utracie ukochanej kobiety. Mimo, że dalej pracowałem, gotowałem im i od czasu do czasu dałem kieszonkowe, nie dawałem im miłości. Byłem oschłym i beznadziejnym chłopcem, który nawet nie potrafił uśmierzyć ich bólu, kiedy płakali po kątach. Adam cały swój czas poświęcał Arii będąc jej podporą. Jednak dziękuje Bogu, że urodziły się bliźnięta, gdyby nie to z pewnością jedno z nich byłoby załamane. - tato? - usłyszałem ponownie.
 - Przepraszam zamyśliłem się... jestem pewny, że wydobrzeje tylko musi odpocząć. - uśmiechnąłem się lekko na co mój syn się zdziwił odwzajemniając gest. 
 - Tato... Ty i ta pani znacie się? - padło kolejne pytanie.
 - Można tak powiedzieć... jak by to ująć...
 - Jest podobna do mamy... - skomentował ciszej patrząc na mnie bojaźliwym wzrokiem. Nigdy nie przypuszczałem, że tak szybko ją porówna w mojej obecności do swojej matki, ale prędzej czy później będę musiał im o tym powiedzieć, bo i tak prawda wyjdzie na jaw. 
 - Nie jest podobna, ponieważ Ona jest twoją wasza matką. - przez chwilę widziałem jego zszokowaną twarz, ponieważ już po chwili wyszedł z pokoju nic nie mówiąc. Nie dziwiłem się mu, ponieważ wiem jak się czuje. W końcu to przez jej historię nasze relacje się popsuły, ale jej także nie mogę za to winić. Pozostaje mi tylko czekać aż się wybudzi i sama na swój własny sposób wytłumaczy dzieciom zaistniałą sytuacje.

poniedziałek, 27 maja 2013

Sen III

Na łące w środku lasu, wpatrywały się w siebie cztery osoby, w tym dwoje dzieci, które nie za bardzo rozumiały zaistniałą sytuację w jakiej się znajdowały, więc poszły się bawić robiąc wianki z kwiatków. Natomiast dwoje dorosłych stało nie wiedząc co temu drugiemu powiedzieć. Po dłuższej chwili jedno z nich postanowiło przerwać tą niezręczną ciszę mówiąc:
 - Wiem jak się czujesz i wiem, że mnie teraz nienawidzisz... 
 - Wiesz...? Nie sądzę... - spojrzał na mnie wzrokiem pełnym żalu i smutku. To prawda... Nie jestem w stanie zrozumieć tego co on czuje w tej chwili, ale jestem w stanie sobie wyobrazić jego ból, ponieważ sądzę, że nasze odczucia w tej chwili są podobne... Ja również cierpię, ale trzeba czasu bym mogła mu wytłumaczyć przez co sama przeszłam... Może wtedy i on zrozumie moje cierpienie... - Powiedz mi! Co się z tobą działo!? Dlaczego nas zostawiłaś!? Wytłumacz mi to! - nie wiedziałam jak mam zacząć słysząc te krzyki i ucisk na ramionach ciągnących mnie do pionu. Kiedy stałam na równi z nim, a nasze oczy wpatrywały się w siebie, wzięłam głęboki oddech mówiąc:
 - To nie jest dobre miejsce na rozmowę. Dzieci nie powinny tego słuchać...
 - Nie broń się dziećmi, nie słuchają nas, tylko się bawią.
 - Nie sądzę byś miał racje... - wskazałam na dzieci stojące naprzeciwko mnie, a parę metrów za jego plecami. Patrzyły na nas uważnie ze zmartwioną miną. Najwyraźniej wystraszyły się wcześniejszego krzyku ojca. 
 - Idźcie się bawić! - wykrzyczał lodowatym tonem w stronę dzieci, które teraz już przerażone wpatrywały się w siebie, kiedy nagle Aria zaczęła płakać przytulając się do starszego, bliźniaczego brata.
 - Coś ty najlepszego narobił... - wyszeptałam podchodząc do dzieci przy tym wymijając mężczyznę. - Aria... - zaczęłam delikatnym głosem kucając naprzeciw rodzeństwa. - Już dobrze... Tatuś nie jest na was zły... Po prostu się zdenerwował, prawda? - zapytałam blondyna patrząc na niego srogo. 
 - Ta... Tak... - westchnął zrezygnowany podchodząc do nas.
 - Widzisz? - dziewczynka spojrzała na mnie załzawionymi oczkami spoglądając raz po raz na ojca i brata. Po czym bez zastanowienia rzuciła mi się w ramiona jeszcze głośniej płacząc. Delikatnie dłonią gładziłam ją po jej miękkich, kasztanowych włosach, by się uspokoiła. - Już dobrze... Już dobrze...
 - Chodźmy do domu. Tam dokończymy naszą rozmowę.
 - Dobrze... - wstałam wraz z Arią, która się uspokoiła i już po chwili szła przed nami ze swoim bratem w drogę powrotną. Idąc przez dłuższą chwilę czułam się nieswojo czując na sobie wzrok Artura, który teraz z pewnością mi się przyglądał. Moje długie włosy falowały na lekkim wietrze wraz z sukienką, która leciutko unosiła się do góry. Może i moje ciało się zmieniło, ale wciąż wiem, że jestem sobą. I wciąż wiem, że mam zadanie do wykonania dla, którego właśnie tu przybyłam.
 - Pamiętasz... - usłyszałam - zawsze prosiłem Cię byś zapuściła długie włosy, a teraz któż by pomyślał, że będzie dane mi ujrzeć je... aż tak długie. 
 - Pamiętam...  jak zawsze się denerwowałam, kiedy miałam je rozczesywać, zwłaszcza po ich umyciu... Nienawidziłam tego, dlatego...
 - Dawałaś je mi bym Ci je rozczesał... 
 - Prawda...
 - Chociaż się próbuję opanować, moje ciało odmawia mi posłuszeństwa... Tak bardzo chcę poznać prawdę...
 - Wiem, zdaję sobie z tego sprawę... Wiesz lub nie, ale mi także nie jest łatwo... Podobnie jak Ty szukam teraz odpowiednich słów, by z tobą rozmawiać. Nie jestem pewna jak to wszystko mam wytłumaczyć, dlatego proszę poczekać choć parę minut, aż dojdziemy do domu... 
 - Niech tak będzie. - zgodził się lekko kiwając głową.

Tak jak ustaliliśmy milczeliśmy w drodze do domu. Każdy był pogrążony w swoich myślach, których nikt nie znał oprócz nas samych... Jedynie możemy przypuszczać o czym druga osoba myśli, jednakże nigdy nie będziemy w stanie potwierdzić naszych przypuszczeń, ponieważ takie jest prawo tego świata. Każdy ma prawo wolności myśli i słowa, nikt nie ma prawa się sprzeciwiać nawet sam Bóg.


W następnym rozdziale:
"Rozmowa w domu,
wstrząsająca opowieść mojej żony"












      

czwartek, 21 lutego 2013

Sen II

Lato... takie piękne i słoneczne ogrzewające promieniami słonecznymi okolice, gdzie znajdują się łąki pełne kolorowych kwiatów i pola zbóż od złocistej pszenicy po srebrzyste żyto. Wszystko jak z pięknego snu. Za jedną łąką niedaleko wysokich drzew będących częścią lasu, gdzie było niezbyt duże jeziorko leżała nieprzytomna dziewczyna, która czując promienie słoneczne zaczęła się budzić z głębokiego snu. Postać ta piękna jak by wyszła z raju, która niegdyś wcale taka nie była miała jasną, mleczną karnacje i ciemne długie sięgające prawie do kostek u nóg włosy, ubrana w lekką białą sukienkę na ramiączkach sięgającą do kolan, która teraz była lekko za duża. Kobieta ta miała równie piękne jak podwodne kryształy oczy w których można by utonąć. Lekko dezorientowana rozejrzała się po okolicy, gdzie na łące biegały konie, po czym spojrzała na jeziorko w którym przez tyle lat spoczywała. Zastanawiała się jak to się stało, że jest tu, w śród żywych. Nagle niczym uderzający grom przypomniała sobie o pakcie jaki zawarła z Bogiem będąc w jego królestwie. Jej twarz wyrażała smutek, a zaraz po chwili szczęście, które było uzasadnione. W końcu nie każdy ma szanse powrócić do życia, kiedy śmierć złapie w swoje sidła, a jednak Ona jako pierwsza dokonała tego. Powróciła do życia, choć wie, że nie na długo, mimo wszystko była szczęśliwa, że będzie mogła ponownie ujrzeć swoje dzieci i jej ukochanego... Powolnym krokiem kroczyła drogami mijając łąki  które nic się nie zmieniły od jej zniknięcia. Wszystko wydawało się jej identyczne jak kiedyś, jednak nie wszystko jest tak piękne jak się wydaje... Przecież od jej zniknięcia minęło 5 długich lat... Równie dobrze Artur, którego tak mocno kochała mógł sobie znaleźć inną kobietę... I tu pojawiały się pierwsze wątpliwości. Przecież nie może teraz tak wrócić mówiąc "Wróciłam. Przepraszam, że mnie tak długo nie było." To by było nie fair. Wdepnąć w ich życie i wszystko psuć, kiedy już się przyzwyczaili do takiego życia. Jednak chciała tam pójść i ich ujrzeć. Nic nie mogło jej powstrzymać nawet te wątpliwości. Wiedziała, że może ich zranić, ale tak bardzo ich kochała... Przyśpieszyła czym prędzej kroku, by nie dać się narastającym wątpliwością. I wtedy ujrzała ten dom, który tak bardzo chciała zobaczyć. Dość duży o jasno żółtym kolorze ,za którym znajdowało się podwórze, na którym były ogromne stodoły górka pod którą znajdowała się mała piwniczka, a wszystko to od frontu otoczone brązowym ciemnym płotem, gdzie znajdowała się brama wjazdowa. Nagle oczom kobiety ukazał się dość stary, niski pies z długą brązową sierścią, która gdzie nie gdzie była biała. "Fafik" pomyślała uśmiechając się do siebie. Pies ten widząc znajomą osobę podbiegł obwąchując dokładnie, po czym zaczął skakać z radości. Lekko pogładziła go główce, kiedy usłyszała:
 - Dzień dobry Pani. - uśmiechała się dwójka dzieci, która wracała z pobliskiego sklepu jedząc lody.
 - Podoba się Pani ten pies? - zapytały przyglądając się mi uważnie. 
 - Bardzo. - odpowiedziałam odwzajemniając ich uśmiech. - Mieszkacie tutaj? 
 - Dokładnie. - odpowiedział chłopiec na co i dziewczynka pokiwała głową. - Jestem Adam, a to moja siostra Aria. 
 - Rozumiem... - odparłam przyglądając się uważnie dzieciom jak by ze smutkiem. 
 - Coś się stało? Uraziliśmy Panią? - pytały równo, kiedy moje serce paliło się z radości, jak i smutku, a z moich oczu wypływały łzy, których nie byłam w stanie powstrzymać.
 - Przepraszam Was... Naprawdę przepraszam... - wydukałam nie wiedząc co zrobić, kiedy nagle niedaleko nas ujrzałam tego, którego darzyłam ogromnym uczuciem. Nie wiem dlaczego, ale nie mogłam spojrzeć mu w oczy czując na sobie jego wzrok. I czym prędzej pobiegłam w prawą stronę mijając wszystkie pobliskie domy. Mężczyzna widząc jak biegnę wykrzyknął "Czekaj", ale nie byłam w stanie go posłuchać, więc biegłam tyle ile sił  w nogach, aż dotarłam do lasu, gdzie kiedyś zabieraliśmy dzieci na pikniki i spacery, ponieważ była tam ukryta mała łąka, gdzie mogliśmy znaleźć chwilę spokoju dla duszy jak i się zabawić. siedziałam na środku łąki płacząc tyle na ile Bóg pozwolił, kiedy usłyszałam krzyki biegnących w moim kierunku dzieci. 
 - Proszę Pani!!! - wykrzyczały dzieci przytulając się do mnie. Dlaczego to zrobiły? Przecież jestem dla nich jak obca osoba, którą co dopiero poznały.
 - Dlaczego tu przyszłyście? - zapytałam ocierając łzy.
 - Nie jesteśmy tu same. Zobacz! - wskazały za siebie, gdzie parę metrów dalej stał Artur, który już po chwili stał obok nas. 
 - Artur... - wydukałam mimowolnie na co się wzdrygnął. 
 - One się nie myliły... 

No i rozdzialik 
^^" 

wtorek, 19 lutego 2013

Sen I (prolog)

Przywrócone życie


Spała głęboko pogrążona w swoim śnie, kiedy nad nią, nad talią jeziorka wszystko tętniło życiem. Spała już tak pięć lat na dnie błękitnego jeziorka otoczona przez równie piękne błękitne kryształy, które unosiły jej ciało w wodzie, tak aby nie wyłaniało się ono na powierzchnię. Można by rzec, że jej ciało znajdowało się nieco wyżej niż same dno owego jeziorka. Ona jako jedyna w tym momencie    cierpiała tak bardzo, jak tylko się dało... Straciła już wszystko co mogła stracić najcenniejszego - dom, rodzinę i przyjaciół innymi słowy życie... Zdążyła tylko im, jej małym skarbom powiedzieć "Kocham Was, bądźcie grzeczni", po czym ich opuściła zostawiając samych. Nic nie mogło opisać jej cierpienia w tym dniu, kiedy zostawiła ich oddając się w ręce Boga, który nagle skradł jej życie...
Będąc tam, gdzie ponoć wszystko jest piękne zawarła z tym, którego wszyscy wychwalają układ wykrzykując: "Proszę Cię Boże daj mi szansę wychować moje dzieci!". Bóg był pod wrażeniem tego, że ktoś może być nieszczęśliwy w Jego królestwie, był pewny, że coś takiego nie może się zdarzyć, a jednak... znalazła się taka osoba, która wręcz zatopiona w rozpaczy w imię miłości do dzieci błagała o powrót na Ziemie. Bóg zaciekawiony takim obrotem spraw zaproponował zasmuconej matce układ, który mówił: "Możesz opuścić moje królestwo z namiastką mojej mocy, ale tylko do czasu, gdy twoje dzieci ukończą lat 16. Wtedy nie zważając na nic powrócisz tu jako moje dziecko, które wezwałem do siebie. Jednakże to nie wszystko... Moc którą otrzymasz będzie służyła twemu dalszemu istnieniu wśród ludzi. Bez tej mocy ludzie z twego miasteczka nie będą wstanie Cię zobaczyć, ani usłyszeć. Będziesz jak duch, który zaraz po wyczerpaniu mocy znika. Nie wolno Ci również opuścić miasteczka, gdzie żyje twoja rodzina, ponieważ będziesz żyć tylko dla swych dzieci, które tak bardzo kochasz. w przeciwnym wypadku natychmiastowo wrócisz na me ziemie...". Mocno zdesperowana kobieta zaakceptowała układ dziękując z całego serca Bogu za jego dobroć, po czym opuściła królestwo Boże udając się do swojego świata, gdzie upłynęło minione pięć lat.   



No i nowy blog 
Pozdrawiam Nibea