poniedziałek, 27 maja 2013

Sen III

Na łące w środku lasu, wpatrywały się w siebie cztery osoby, w tym dwoje dzieci, które nie za bardzo rozumiały zaistniałą sytuację w jakiej się znajdowały, więc poszły się bawić robiąc wianki z kwiatków. Natomiast dwoje dorosłych stało nie wiedząc co temu drugiemu powiedzieć. Po dłuższej chwili jedno z nich postanowiło przerwać tą niezręczną ciszę mówiąc:
 - Wiem jak się czujesz i wiem, że mnie teraz nienawidzisz... 
 - Wiesz...? Nie sądzę... - spojrzał na mnie wzrokiem pełnym żalu i smutku. To prawda... Nie jestem w stanie zrozumieć tego co on czuje w tej chwili, ale jestem w stanie sobie wyobrazić jego ból, ponieważ sądzę, że nasze odczucia w tej chwili są podobne... Ja również cierpię, ale trzeba czasu bym mogła mu wytłumaczyć przez co sama przeszłam... Może wtedy i on zrozumie moje cierpienie... - Powiedz mi! Co się z tobą działo!? Dlaczego nas zostawiłaś!? Wytłumacz mi to! - nie wiedziałam jak mam zacząć słysząc te krzyki i ucisk na ramionach ciągnących mnie do pionu. Kiedy stałam na równi z nim, a nasze oczy wpatrywały się w siebie, wzięłam głęboki oddech mówiąc:
 - To nie jest dobre miejsce na rozmowę. Dzieci nie powinny tego słuchać...
 - Nie broń się dziećmi, nie słuchają nas, tylko się bawią.
 - Nie sądzę byś miał racje... - wskazałam na dzieci stojące naprzeciwko mnie, a parę metrów za jego plecami. Patrzyły na nas uważnie ze zmartwioną miną. Najwyraźniej wystraszyły się wcześniejszego krzyku ojca. 
 - Idźcie się bawić! - wykrzyczał lodowatym tonem w stronę dzieci, które teraz już przerażone wpatrywały się w siebie, kiedy nagle Aria zaczęła płakać przytulając się do starszego, bliźniaczego brata.
 - Coś ty najlepszego narobił... - wyszeptałam podchodząc do dzieci przy tym wymijając mężczyznę. - Aria... - zaczęłam delikatnym głosem kucając naprzeciw rodzeństwa. - Już dobrze... Tatuś nie jest na was zły... Po prostu się zdenerwował, prawda? - zapytałam blondyna patrząc na niego srogo. 
 - Ta... Tak... - westchnął zrezygnowany podchodząc do nas.
 - Widzisz? - dziewczynka spojrzała na mnie załzawionymi oczkami spoglądając raz po raz na ojca i brata. Po czym bez zastanowienia rzuciła mi się w ramiona jeszcze głośniej płacząc. Delikatnie dłonią gładziłam ją po jej miękkich, kasztanowych włosach, by się uspokoiła. - Już dobrze... Już dobrze...
 - Chodźmy do domu. Tam dokończymy naszą rozmowę.
 - Dobrze... - wstałam wraz z Arią, która się uspokoiła i już po chwili szła przed nami ze swoim bratem w drogę powrotną. Idąc przez dłuższą chwilę czułam się nieswojo czując na sobie wzrok Artura, który teraz z pewnością mi się przyglądał. Moje długie włosy falowały na lekkim wietrze wraz z sukienką, która leciutko unosiła się do góry. Może i moje ciało się zmieniło, ale wciąż wiem, że jestem sobą. I wciąż wiem, że mam zadanie do wykonania dla, którego właśnie tu przybyłam.
 - Pamiętasz... - usłyszałam - zawsze prosiłem Cię byś zapuściła długie włosy, a teraz któż by pomyślał, że będzie dane mi ujrzeć je... aż tak długie. 
 - Pamiętam...  jak zawsze się denerwowałam, kiedy miałam je rozczesywać, zwłaszcza po ich umyciu... Nienawidziłam tego, dlatego...
 - Dawałaś je mi bym Ci je rozczesał... 
 - Prawda...
 - Chociaż się próbuję opanować, moje ciało odmawia mi posłuszeństwa... Tak bardzo chcę poznać prawdę...
 - Wiem, zdaję sobie z tego sprawę... Wiesz lub nie, ale mi także nie jest łatwo... Podobnie jak Ty szukam teraz odpowiednich słów, by z tobą rozmawiać. Nie jestem pewna jak to wszystko mam wytłumaczyć, dlatego proszę poczekać choć parę minut, aż dojdziemy do domu... 
 - Niech tak będzie. - zgodził się lekko kiwając głową.

Tak jak ustaliliśmy milczeliśmy w drodze do domu. Każdy był pogrążony w swoich myślach, których nikt nie znał oprócz nas samych... Jedynie możemy przypuszczać o czym druga osoba myśli, jednakże nigdy nie będziemy w stanie potwierdzić naszych przypuszczeń, ponieważ takie jest prawo tego świata. Każdy ma prawo wolności myśli i słowa, nikt nie ma prawa się sprzeciwiać nawet sam Bóg.


W następnym rozdziale:
"Rozmowa w domu,
wstrząsająca opowieść mojej żony"