czwartek, 21 lutego 2013

Sen II

Lato... takie piękne i słoneczne ogrzewające promieniami słonecznymi okolice, gdzie znajdują się łąki pełne kolorowych kwiatów i pola zbóż od złocistej pszenicy po srebrzyste żyto. Wszystko jak z pięknego snu. Za jedną łąką niedaleko wysokich drzew będących częścią lasu, gdzie było niezbyt duże jeziorko leżała nieprzytomna dziewczyna, która czując promienie słoneczne zaczęła się budzić z głębokiego snu. Postać ta piękna jak by wyszła z raju, która niegdyś wcale taka nie była miała jasną, mleczną karnacje i ciemne długie sięgające prawie do kostek u nóg włosy, ubrana w lekką białą sukienkę na ramiączkach sięgającą do kolan, która teraz była lekko za duża. Kobieta ta miała równie piękne jak podwodne kryształy oczy w których można by utonąć. Lekko dezorientowana rozejrzała się po okolicy, gdzie na łące biegały konie, po czym spojrzała na jeziorko w którym przez tyle lat spoczywała. Zastanawiała się jak to się stało, że jest tu, w śród żywych. Nagle niczym uderzający grom przypomniała sobie o pakcie jaki zawarła z Bogiem będąc w jego królestwie. Jej twarz wyrażała smutek, a zaraz po chwili szczęście, które było uzasadnione. W końcu nie każdy ma szanse powrócić do życia, kiedy śmierć złapie w swoje sidła, a jednak Ona jako pierwsza dokonała tego. Powróciła do życia, choć wie, że nie na długo, mimo wszystko była szczęśliwa, że będzie mogła ponownie ujrzeć swoje dzieci i jej ukochanego... Powolnym krokiem kroczyła drogami mijając łąki  które nic się nie zmieniły od jej zniknięcia. Wszystko wydawało się jej identyczne jak kiedyś, jednak nie wszystko jest tak piękne jak się wydaje... Przecież od jej zniknięcia minęło 5 długich lat... Równie dobrze Artur, którego tak mocno kochała mógł sobie znaleźć inną kobietę... I tu pojawiały się pierwsze wątpliwości. Przecież nie może teraz tak wrócić mówiąc "Wróciłam. Przepraszam, że mnie tak długo nie było." To by było nie fair. Wdepnąć w ich życie i wszystko psuć, kiedy już się przyzwyczaili do takiego życia. Jednak chciała tam pójść i ich ujrzeć. Nic nie mogło jej powstrzymać nawet te wątpliwości. Wiedziała, że może ich zranić, ale tak bardzo ich kochała... Przyśpieszyła czym prędzej kroku, by nie dać się narastającym wątpliwością. I wtedy ujrzała ten dom, który tak bardzo chciała zobaczyć. Dość duży o jasno żółtym kolorze ,za którym znajdowało się podwórze, na którym były ogromne stodoły górka pod którą znajdowała się mała piwniczka, a wszystko to od frontu otoczone brązowym ciemnym płotem, gdzie znajdowała się brama wjazdowa. Nagle oczom kobiety ukazał się dość stary, niski pies z długą brązową sierścią, która gdzie nie gdzie była biała. "Fafik" pomyślała uśmiechając się do siebie. Pies ten widząc znajomą osobę podbiegł obwąchując dokładnie, po czym zaczął skakać z radości. Lekko pogładziła go główce, kiedy usłyszała:
 - Dzień dobry Pani. - uśmiechała się dwójka dzieci, która wracała z pobliskiego sklepu jedząc lody.
 - Podoba się Pani ten pies? - zapytały przyglądając się mi uważnie. 
 - Bardzo. - odpowiedziałam odwzajemniając ich uśmiech. - Mieszkacie tutaj? 
 - Dokładnie. - odpowiedział chłopiec na co i dziewczynka pokiwała głową. - Jestem Adam, a to moja siostra Aria. 
 - Rozumiem... - odparłam przyglądając się uważnie dzieciom jak by ze smutkiem. 
 - Coś się stało? Uraziliśmy Panią? - pytały równo, kiedy moje serce paliło się z radości, jak i smutku, a z moich oczu wypływały łzy, których nie byłam w stanie powstrzymać.
 - Przepraszam Was... Naprawdę przepraszam... - wydukałam nie wiedząc co zrobić, kiedy nagle niedaleko nas ujrzałam tego, którego darzyłam ogromnym uczuciem. Nie wiem dlaczego, ale nie mogłam spojrzeć mu w oczy czując na sobie jego wzrok. I czym prędzej pobiegłam w prawą stronę mijając wszystkie pobliskie domy. Mężczyzna widząc jak biegnę wykrzyknął "Czekaj", ale nie byłam w stanie go posłuchać, więc biegłam tyle ile sił  w nogach, aż dotarłam do lasu, gdzie kiedyś zabieraliśmy dzieci na pikniki i spacery, ponieważ była tam ukryta mała łąka, gdzie mogliśmy znaleźć chwilę spokoju dla duszy jak i się zabawić. siedziałam na środku łąki płacząc tyle na ile Bóg pozwolił, kiedy usłyszałam krzyki biegnących w moim kierunku dzieci. 
 - Proszę Pani!!! - wykrzyczały dzieci przytulając się do mnie. Dlaczego to zrobiły? Przecież jestem dla nich jak obca osoba, którą co dopiero poznały.
 - Dlaczego tu przyszłyście? - zapytałam ocierając łzy.
 - Nie jesteśmy tu same. Zobacz! - wskazały za siebie, gdzie parę metrów dalej stał Artur, który już po chwili stał obok nas. 
 - Artur... - wydukałam mimowolnie na co się wzdrygnął. 
 - One się nie myliły... 

No i rozdzialik 
^^" 

1 komentarz:

  1. BUUUUUU!!!!TTTT.TTTT
    M: Oj, oj, oj *przytula mnie do siebie głaszcząc po głowie, wtulam się w nigo jak w wygodną podusię^^*
    I&S:>.> *bulwers*
    M:*triumfalny uśmiech*
    I&S:@______@
    b: Jesteś wspaniała, ale przerywać w takim momencie???!!!>.< No cóż.... Powiem jedno: to się nazywa dobry chwyt reklamowy!XD
    I: Ekhem...
    S: Właśnie, Madara puść Ją już!>.>
    M: NIET.T
    b: Spokojnie Maduś Ja Cię nie puszczę^^ *przytulam się do niego mocniej*
    I&S: M-Maduś???!!!Q________Q
    b: No co?>.> Przecież na Was taż mówię Itaś i Sasek!>.<
    I&S:*chwila ciszy*
    M: hehehehehe.... 1:0 dla Mnie...
    b: Ehhhh.... *patrzy na Nich z politowaniem* Jeżeli chodzi o Moją opinię na temat tej notki to jest wzruszająca^^ Nie wiem jak to robisz, ale prawie po każdym Twoim opowiadanku płaczę*.* A, i jeszcze jedno, jestem.... PIERWSZA!!! BUHAHAHAHAHAHAHAHA!!!!@_@
    Chłopcy:O___O

    OdpowiedzUsuń